Mój kot mieszka w transporterku i to podobno jego wina
Etolodzy twierdzą, że koty przywiązują się do miejsca. Mój kot przywiązał się do transporterka, bo nie miał wyboru — to jego jedyny stały adres. Transporterek jest jego salonem, sypialnią, kuwetą i schronieniem przed rzeczywistością. Trochę jak mój TikTok, tylko tańszy w utrzymaniu.
Podróżujemy non stop. Dziś Gdańsk, jutro Katowice, pojutrze tam, gdzie jeszcze nie doszło moje zadłużenie. Urząd skarbowy ponoć nie ma GPS-a, więc dopóki zmieniam apartamenty szybciej niż oni drukują pisma, wszystko jest w porządku.
Kot na każdą przeprowadzkę reaguje tak samo: wchodzi do transporterka, odwraca się tyłem i milczy. Ja rozumiem ten gest doskonale, bo sam tak reaguję na konto bankowe.
W każdym apartamencie na doby zostawiam po sobie ślad. Dosłownie — bo kiedy doba się kończy, zbieram kota, walizkę i torebkę, a reszta „wielkiej zmiany" zostaje na miejscu jako prezent dla kolejnego najemcy. Nie szanuję ludzi, ale za to doceniają mnie ekipy sprzątające — daję im stałą pracę.
Może kiedyś się zatrzymamy. Jak znajdę miasto, w którym nie ma urzędu skarbowego, agencji towarzyskiej ze mną skonfrontowanej ani echa ostatniego live'a. Czyli: nigdy. Kot już to zaakceptował.
Ten wpis jest wymysłem autora i ma średnie odzwierciedlenie w rzeczywistości.