Live na TikToku: krokodyle łzy, gifty i narybek
Moje live'y na TikToku to teatr jednego aktora. Scenografia: apartament na doby za cudze pieniądze. Kostium: coś z TK Maxx. Scenariusz: improwizacja, bo moje ściemy wymyślam na poczekaniu i są czasem wewnętrznie sprzeczne — ale to nikomu nie przeszkadza.
Schemat jest prosty. Włączam live, opowiadam historię tak smutną, że sama siebie słucham z niedowierzaniem, puszczam krokodyle łzy i czekam. Zaraz jakiś nowy narybek wpłaci gifta. Ludzie są na tyle dobrzy (czytaj: na tyle głupi), że wierzą w każdą wersję wydarzeń, nawet jeśli różni się od wersji z wczoraj.
Z zebranych pieniędzy robi się wielka zmiana. Wielka zmiana to ja w SuperPharm, gdzie kupuję chłam, którym ogłaszam nowy rozdział życia. Rozdział trwa trzy doby — dokładnie tyle, ile apartament. Potem chłam zostaje, a ja jadę dalej w Polskę.
Humor na live'ach mam zmienny. Dzień dobry humoru: komplementy, obietnice, „kochani jesteście moimi aniołami". Dzień złego humoru: wyzywam wszystkich po imieniu i banuję moderatorów. Widzowie wracają, bo nie wiedzą, która wersja Lolity wystąpi. To nie jest niestabilność, to strategia retencji.
Kiedyś zbierałam na „wkład własny do mieszkania". Wpłaciłam go, zamieszkałam i nigdy więcej nie zapłaciłam czynszu. 16 tysięcy zadłużenia później mieszkanie samo się skończyło, a ja zrozumiałam jedno: wkład własny to jedyne, co trzeba wpłacić, żeby mieszkać dwa miesiące za darmo. Lifehack, którego nie znajdziecie na innych blogach.
Ten wpis jest wymysłem autora i ma średnie odzwierciedlenie w rzeczywistości.